Adaptacja w grupie maluszków
Aktualności

„Stałam tam. Na zewnątrz. Sama. Ze łzami w oczach. Moje ukochane maleństwo w ramionach obcej osoby... Teraz myślę, że trzy pierwsze godziny w żłobku były dla mnie trudniejsze niż dla Tijna. Lonneke: „Po raz setny spoglądałam na zegarek, czy to już czasem nie pora, żeby go odebrać. A gdy już nadszedł czas, zobaczyłam, jak zrelaksowany siedzi u cioci Helgi na kolanach i rozgląda się wokół. Co za ulga”.

Adaptacja w grupie maluszków

„Oczywiście, często pojawiają się łzy. Doskonale to rozumiem” - opowiada Helga. „Rodzice również muszą się przyzwyczaić”. Helga od 23 lat pracuje jako pedagog. „Najchętniej z małymi dziećmi. One dają mi po prostu szczęście”.

Adaptacja

„Zanim dziecko oficjalnie zacznie uczęszczać do żłobka, mamy dwa, czasem trzy dni adaptacji” - mówi Helga. „Przeważnie zaczynamy od kilku godzin. Poświęcam wtedy cały czas rodzicom i dziecku. Uspokajam ich i dbam o to, by czuli się naprawdę mile widziani”.

„Miejsce, ludzie, rytm dnia, wszystko jest nowe” - mówi Lonneke. „Przyjaciółka opowiadała mi same dobre rzeczy na temat żłobka. Ale mimo tego trudno jest to sobie wyobrazić, gdy cię to bezpośrednio nie dotyczy”.

1000 pytań

„Mają czasami tysiące pytań” - śmieje się Helga. „Jak to zorganizować w przypadku karmienia piersią? Co, gdy moje dziecko zachoruje, nie będzie chciało pić lub spać? I co właściwie robicie przez cały dzień? Rodzice mogą pytać o wszystko. A ja chętnie odpowiadam. I czasem daję rady do wykorzystania w domu. Na przykład na temat snu czy pierwszych posiłków”. Helga wraz ze współpracownikami dba o to, by żłobek był miejscem przyjaznym dla dzieci i rodziców. „Po jakimś czasie zauważasz, że pojawia się zaufanie i poczucie bezpieczeństwa”.

 „Gdy dziecko dołącza do grupy, inne dzieci mogą się z nim przywitać, głaszcząc je lub dając buziaka bądź też po prostu przyglądając się sobie nawzajem”.

Helga przygotowuje również pozostałe dzieci z grupy na przybycie nowego dziecka. „Mówię im, że przyjdzie nowe dziecko. Często są tym bardzo zaskoczone. Czytamy razem książeczkę, na przykład „Mamy nowe koźlątko”. W tym opowiadaniu wszystkie zwierzęta z gospodarstwa oglądają nowo narodzoną kózkę. A gdy dziecko jest już z nami, kładziemy się wszyscy razem na macie. Tak, by mogły przywitać się ze sobą, głaszcząc się lub dając buziaka. Lub po prostu przyglądając się sobie nawzajem.

Dla niektórych dzieci jest to naprawdę trudne. Pachnie inaczej, są inne dźwięki, inni ludzie. Do tego też trzeba się przyzwyczaić. Biorę je więc na ręce, by poznały mój głos. Tulimy się na kanapie. Śpiewam piosenki lub razem czytamy książkę na macie. Jedno dziecko potrzebuje więcej czasu niż inne, lecz każde się w końcu odnajduje”.

Lonneke: „Pożegnania są czasem trudne. Ale wiem, że Tijn otoczony jest pełną miłości opieką. A gdy zaglądam przez okno, widzę, że w sekundę dołącza do zabawy. Dobrze mi to robi. Z radością wskakuję na rower i jadę do pracy”.

Pogawędka na koniec dnia

„Przy odbieraniu dziecka opowiadam rodzicom, jak ono jadło i spało” - mówi Helga. „Rozmawiamy o tym, czym się zajmowaliśmy: o czytaniu, śpiewaniu, zabawach. Oraz o rozwoju. Każdego dnia wydarza się coś, o czym można z radością opowiedzieć. Wiecie, to jest po prostu bardzo miła praca. Dzieci dają mi naprawdę dużo szczęścia. Każdego dnia obserwuję, jak rosną. Gdy po czterech latach odchodzą do szkoły i przy pożegnaniu wołają „Pa, Hellipelli!”, jestem bardzo dumna”!